Tłumacze: występki, morderstwa i inne krwawe historie

Tłumacze nie są raczej jakąś sexy grupą zawodową wzbudzającą powszechne zainteresowanie i uwielbienie tłumów. Ot, siedzą sobie przed komputerem, coś tam stukają w klawiaturę, bredzą o jakimś kontekście. Czasem pośmieją się z językowych sucharów lub rzucą się ponarzekać na klientów, którzy w zapytaniu nie podają pary językowej i trzeba się domyślać, czy tłumaczenie ma być na amharski, czy też może na reptiliański. Emocje jak na grzybach. To nie szpiedzy Jej Królewskiej Mości. Trudno o takich zrobić trzymający w napięciu film. Jednak i między nami trafi się od czasu do czasu interesujący rodzynek.

Poznaj ciemną stronę branży tłumaczeniowej i zobacz, do czego mogą posunąć się tłumacze, jeżeli nikt ich nie powstrzyma…

Poznaj tłumaczy, którzy nie spędzali swojego czasu przed komputerem

Virgil Incanto

Czy można wyobrazić sobie coś bardziej romantycznego i wyrafinowanego niż tłumaczenie literatury? To drobiazgowe przekładanie niuansów językowych… Te godziny spędzone na przeglądaniu starych woluminów w poszukiwaniu odniesień do kulturalnego dorobku ludzkości… To właśnie tłumacze książek otwierają ludzkości okno, a nawet setki i tysiące okien na świat. To wszechstronnie wykształceni specjaliści o dobrych sercach i wrażliwych duszach.

A jednak istnieją wyjątki…

Virgil Incanto, tłumacz literatury włoskiej, bohater jednego z odcinków Archiwum X (tytuł: 2Shy). Zwabiał poznane w Internecie kobiety, uwodził je, a podczas pocałunku wpuszczał im do ust swoje soki trawienne, po czym wysysał i wchłaniał ich tłuszcz.

Tak, też musiałam to przeczytać dwa razy, wyobrażając to sobie za drugim.

Tylko dwie kobiety przeżyły spotkanie z panem Incanto, a jedną z nich była agentka specjalna Dana Scully. Aczkolwiek nie wiadomo jak potoczyłyby się sprawy, gdyby Scully nie musiała występować w Archiwum X do końca sezonu…

Ho

Ho jest jedną z głównych postaci „Drogi smoka”, filmu z 1972 r. i jest prekursorem poszerzania portfela usług świadczonych przez tłumaczy.

Pracował w kombinacji chińsko-włoskiej podczas rozmów, jakie mafijny boss prowadził z chińskimi właścicielami restauracji i kafejek w Rzymie. Oprócz tego, osobiście pobierał haracz, a czasem załatwiał dla bossa jakieś drobne sprawy, takie jak zapalenie mu cygara, grożenie nożem pięknej, niewinnej dziewczynie czy wciągnięcie krnąbrnych kelnerów w śmiertelną pułapkę.

Jednak Ho zapisał się w historii czymś o wiele bardziej spektakularnym. Gdyby nie on, nigdy nie zobaczylibyśmy kultowej walki Bruce’a Lee z Chuckiem Norrisem. To właśnie Ho znał Chucka i ściągnął go z Ameryki do Rzymu, a następnie zwabił Bruce’a do Koloseum, gdzie Chuck już czekał. To diabelski śmiech Ho rozbrzmiewa w ruinach, kiedy Bruce błądzi korytarzami antycznej budowli.

Ho trochę się w Brusie podkochiwał, ale nie na tyle, żeby nie czyhać na jego życie i nie pchać akcji do przodu. Bez Ho „Drogi smoka” by po prostu nie było!

Dante Gabriel Rossetti

W odróżnieniu od dwóch poprzednich, Dante Gabriel Rossetti nie jest postacią fikcyjną.

Poeta, malarz, ilustrator i tłumacz. Szeroki wachlarz działalności doskonale pokazuje jak bardzo wnikliwie obserwował rzeczywistość i jak dobrze rozumiał mechanizmy rządzące zarabianiem pieniędzy. Już w XIX wieku zorientował się bowiem, że tłumaczenia to nie jest zawód, w którym można zrobić światową karierę. Dlatego zajmował się też bardziej efektownymi rzeczami.




Jak się okazuje, dobrze kombinował, bo wprawdzie wymyślił neologizm yesteryear, na który wpadł podczas tłumaczenia książki „Ballade des dames du temps jadis” F. Villona, to jednak nikt nie wspomina jego nazwiska, kiedy tego słowa używa. Za to obok obrazów i poezji nazwisko pojawia się zawsze.

Po śmierci żony (równie ciekawej postaci, ale nie była tłumaczem, więc kto chce, może doczytać) szalejący z rozpaczy Rossetti włożył do trumny rękopisy swoich niepublikowanych wierszy. Nie chciał więcej tworzyć, skoro ona odeszła.

Kilka lat później mu przeszło i stwierdził, że jednak chce. Zakradł się więc ciemną nocą na cmentarz, rozgrzebał grób, podniósł wieko trumny, pogmerał wśród gnijących resztek ukochanej i wydostał rękopisy. Odzyskane wiersze opublikował i odniósł wielki sukces.

Silvia Broome

Zabójczo piękna blondynka pracująca jako tłumacz przy ONZ. Długie nogi, niebieskie oczy i znajomość egzotycznego języka, którym włada zaledwie kilka osób na świecie to jedynie początek charakterystyki jej postaci.

Okazuje się bowiem, że Silvia potrafi nieźle namieszać zarówno w międzynarodowej polityce, jak i podczas brutalnych, spływających krwią wydarzeń.

W filmie „Tłumaczka” S. Pollacka zdołała nawet oszukać samego Seana Penny, który nie od razu zorientował się, w co ta dziewczyna gra.


Jak widać z powyższego przeglądu, tłumacze nie mają czego zazdrościć innym grupom zawodowym. Może nie są tak widoczni jak policjanci, gangsterzy czy nastolatki z nadprzyrodzonymi mocami, ale ja myślę, że to ich sprytna strategia. Dzięki temu pozostają niezauważeni i mogą oddawać się swoim kryminalnym zajęciom bez przeszkód…


Wpisy blogowe o podobnej tematyce