Czy w XXI wieku tłumacze w ogóle są jeszcze potrzebni?

Jak by to ująć… Tak! Branża tłumaczeniowa zmienia się wraz z rozwojem nowych technologii. My, tłumacze, nie jesteśmy jakimiś tam kisnącymi w słownikach, drętwymi reliktami XX wieku. Nie dajemy się zepchnąć nowoczesnym narzędziom z toru, lecz sprytnie wykorzystujemy je do własnych celów.

Jak rozpoznać tłumacza XXI wieku? Takiego, który ogarnie Twój długoterminowy, stale aktualizowany projekt, gdzie ciągle dochodzą nowe pliki?

Na przykład po tym, że ma koty.

Jak bowiem wiadomo, tłumacz bez kota jest jak kot bez ogona. Można z tym żyć, ale nie ma się sterowności w locie.

Tak naprawdę tłumacze dzielą się standardowo jak wszyscy inni ludzie, czyli na psiarzy i kociarzy, ale koty są ważniejsze. Tłumacze pracują z oprogramowaniem CAT (computer-assisted translation). Nie, to nie jest coś w rodzaju Google Translate. To nie jest tak, że wrzucamy tam tekst, a kot… tfu! CAT nam to po chwili wypluwa przetłumaczone. CAT-y pomagają nam zapanować nad chaosem rosnącym w naszych archiwach wprost proporcjonalnie do liczby wykonanych zleceń. Porządkują również terminologię, dlatego nawet wspomniane długoterminowe i wieloplikowe projekty mają szansę być spójne.

(zwracam uwagę na podchwytliwe „mają szansę”)

Ja mam dwa koty i dwa CAT-y. CAT-y wykorzystuję do tłumaczenia instrukcji obsługi różnych fajnych wihajstrów, a koty do miętolenia.

A jak właściwie wybrać tłumacza? Dowiedz się tutaj

Ups!

To nie tak! To zupełnie nie tak!
Muszę poważnie porozmawiać z webmasterem.

StudioGraficzne.com: Wykonanie stron internetowych

Autorem rysunków jest Gabriele Natussi - Zerouno Software S.r.l.